***
Za oknem szaleje burza. W tle rozbrzmiewają dźwięki smutnej, gramofonowej muzyki. Deszcz leje, słychać błyskawice. Ma związane ręce i nogi. Siedzi nieruchomo na krześle. Piękna, młoda dziewczyna. Płacze. Z jej błyszczących oczu wylewają się się strumienie łez. Wie, że nie ma już dla niej ratunku. Kilka świec pali się na marmurowym parapecie. Jest zimno. Gdyby nie one, nie byłoby nic widać. Trzęsie się. Podchodzi do niej i rozwiązuje sznur, którym miała przewiązane usta. Miesza czerwoną farbę w jakimś małym pudełeczku. Macza w nim pędzelek. Maluje jej drżące usta. Słuchać uderzenie pioruna. On cały czas stoi nieruchomo. Łapie ją za szczękę i przybliża do swojej twarzy. W blasku pioruna lśnią narzędzia i bronie położone na małym, drewnianym stoliku. Noże, nożyczki, scyzoryki, skalpele, szpikulce, szpilki i igły. Wszystkie różnej wielkości. Ona nadal płacze, nie może uspokoić oddechu. Brakuje jej powietrza. Gdy zbliża się do niej, drży ze strachu. Uśmiecha się widząc jak panikuje.
***
- To nie jest odpowiedni moment na grę w szachy - oznajmiam stanowczo.
- Nic dobrego nie przyjdzie ci z przemęczania się - stwierdza Madame, przesuwając swój pionek. - Czemu nie zostawisz tego Sebastianowi?
- To zaledwie jeden z moich pionków. To ja wydaję mu rozkazy i poruszam nim. Jednak nie jest zwyczajnym pionkiem. Potrafi przemierzyć całą szachownicę zaledwie jednym ruchem. W ten sposób - strącam jej figurę.
- Czyż to nie jest wbrew zasadom? - dziwi się.
Krzyżuję ręce na klatce piersiowej.
- Zgada się. Ale to tyczy się jedynie gry. W prawdziwym życiu nie ma żadnych zasad. Bez wątpienia znajdują się tu rycerze łamiący zasady oraz pionki nie wypełniające rozkazów. Jeśli nie zachowasz czujności choćby przez sekundę, skończy się to szach- matem.
Wygrywam.
- Jest mnóstwo sposobów na życie, w którym nie będziesz musiał robić za Kundla Królowej. Moja siostra - twoja matka - pragnęłaby tego samego. Mimo to powód, dla którego wróciłeś do tego podziemia jest taki, że chcesz pomścić śmierć swoich rodziców, zgadza się?
Powracam myślami do dnia, kiedy pierwszy raz po pożarze zobaczyłem ruiny mojego domu. Stałem tam wtedy taki mały, bezbronny. Sam, ale nie do końca - wtedy był już se mną Sebastian. Straciłem wszystko. Dla dziecka to przecież niewyobrażalna tragedia. Straciłem mamę, tatę, psa, zabawki i wszystko, co wartościowe dla dziecka. Wszystko.
- Nawet jeśli dopełnisz zemsty, nie przywrócisz im życia, oni nie zaznają przez to szczęścia. Ale... nie powróciłem do sposobu postępowania godnego Phantomhive'ów ze względu na wcześniejsze pokolenia. Zrobiłem to dla siebie , aby ci, którzy zdradzili i zbrukali imię rodu Phantomhive doznali bólu i upokorzenia, którego doświadczyłem.
Madame myśli. Przez chwilę nic nie mówi. W końcu odzywa się:
- Nadal pamiętam dzień twoich narodzin. Byłeś taki malutki i delikatny... Wzbudziłeś moje instynkty macierzyńskie. Nie mogłam mieć własnych dzieci, dlatego traktowałam cię jak swojego syna. Jeśli to możliwe, chciałabym, abyś skończył z...
- Powód, dla którego to robię, oparty jest na moich własnych pragnieniach i decyzjach. Nie żałuję tego. Nie chcę być rozpieszczany z litości. Przez nikogo.
***
- Dam sobie radę, Sebastianie - mówi Madame, wkładając swój czerwony płaszcz.
- Ale...
Spogląda na niego tak, jakby bała się stracić kogoś ważnego.
- Proszę cię. Nie opuszczaj jego boku, aby nie wkroczył na ścieżkę prowadzącą ku zgubie.
Lokaj klęka przed nią.
- Nie zawiodę. Zamierzam trwać przy nim i bronić go do samego końca.
Otwiera drzwi przed moją matką chrzestną. Grell już na nią czeka. Deszcz cały czas leje, jej sługa trzyma w ręku dużą, czarną parasolkę.
- Już jestem, hrabino - odzywa się cicho i niepewnie.
Po wizycie Madame Red kładę się do łóżka. Tej nocy nic mi się nie przyśniło. Kiedy się budzę, słońce świeci. Słyszę, jak Sebastian otwiera drzwi.
- Jak to wygląda? - przytomnieję natychmiast.
- Mimo wielokrotnego analizowania dowodów, odpowiedź pozostaje taka sama.
- Wicehrabia nie był zamieszany we wczorajszy incydent.
- Zgadza się. Ani on, ani nikt inny z jego posiadłości nie mógłby tego zrobić.
- To fakt, ludzie tam zebrani... Tak czy siak, jutro musimy... Sebastianie... niemożliwe!
- Powtarzałem ci wiele razy, czyż nie? Nie oszukam cię. Z tych, którzy powiązani są z medycyną, czarną magią, kultami oraz tymi, którym brakuje wiarygodnego alibi, wicehrabia Druitt pasuje do profilu podejrzanego.
- Czy to oznacza, że to śledztwo było zwykłą farsą?
- Piekielnie dobry ze mnie lokaj, dlatego też skrupulatnie wypełniam każdy rozkaz swojego pana. Pod twoim dowództwem staję się pionkiem i orężem. Dlatego błagam, paniczu. Ustaw mnie na pozycji 'szach'.
Stoimy na rogu dwóch wąskich uliczek. Już późny wieczór, jest naprawdę zimno. Zimne, ceglane ściany dotykają moich pleców.
- Zjawi się, jeśli będziemy tu krążyć? - zastanawiam się.
- Tak. Faktem jest, że wśród zabitych prostytutek istniały również inne prawdopodobieństwa oprócz usuniętych organów...
- Piękne, błyszczące, kruczoczarne włosy.
- Ale czemu musiała je zabijać?
- Wabić je w ten sposób to grzech.
- Na dodatek...
- Ta niepowtarzalna miękkość...
Sebastian trzyma na kolanach czarnego kota, który się wtula w jego ramiona. Głaszcze go i bawi się z nim. Nie mógł się oprzeć. Ma słabość do tych zwierząt.
- Słuchaj, co się do ciebie mówi! - złoszczę się.
- Przeprasza. Zostałem tak pochłonięty tym niespotykanym pięknem, że... mięciutkie - cieszy się jak dziecko.
Zaraz po jego słowach rozlega się krzyk. Ale to nie zwykły krzyk. Ten jest przepełniony bólem, okrucieństwem, wołaniem o ratunek. Kuba Rozpruwacz zaatakował.
- Jak to możliwe, że komuś udało się przedostać?! - dziwię się.
- Ruszajmy!
Biegniemy dosłownie przez jakieś 40 metrów. Docieramy do jedynych drzwi w zasięgu naszego wzroku. Otwieram je. Szok. Czuję, że serce wyskoczy mi ze zdenerwowania. Wszędzie pełno krwi. Na ścianach, drzwiach, na dywanie i na podłodze... ciało. Martwa, młoda, piękna kobieta. Sebastian staje za mną i zakrywa mi oczy swoimi dłoniami. Cofamy się na zewnątrz.
- Nie patrz... - mówi opanowany.
Dyszę. Nie mogę złapać powietrza. Jest mi zimno. Mam dreszcze. Słyszę, jak morderca wszedł w kałużę krwi, plusk.
- Porozrzucałeś to w raczej szczodry sposób... a może się mylę, Kubo Rozpruwaczu? Nie... Greilu Sutcliffe.
To nazwisko od razu rozbrzmiewa w mojej głowie. To ten sam Grell, który służy mojej ciotce. Teraz stoi przed drzwiami zamordowanej kobiety. Cały we krwi.
- N-nie, to nie tak - mówi drżącym głosem - Przybiegłem tu, jak tylko usłyszałem krzyk lecz było już...
Krew spływa z jego rękawa.
- Czy nadal myślisz, że możesz udawać niewinnego wyglądając w ten sposób, Grellu? - irytuje się Sebastian. - Pierwszy raz spotykam się z taką osobą w świecie ludzi. Pokazujesz się wszystkim jako niekompetentny lokaj. Udało ci się przechytrzyć wszystkich.
Krew spływa po policzku mordercy.
- Wspaniale... Doprawdy?
Twarz Grella gwałtownie zmienia wyraz. Jego zęby jakby zaostrzyły się i podwoiły. Teraz nieco przypominają szczękę rekina. Oczy stały się bardziej wyraziste, błyszczące - Zgadza się. Jestem aktorzyną. - Zdejmuje okulary, odwiązuje krawat i rozwiązuje kitkę. Jego włosy przybierają jaskrawoczerwony kolor. - Na dodatek wyjątkową. Ale sam nie jesteś zwykłym Sebastianem, czyż nie?
Wciąż mocno mnie trzyma, cały czas mam zakryte oczy.
- To imię podarował mi panicz, więc nim jestem. Przynajmniej na razie.
- Cóż. Widzę, że posiadasz bardzo uległą osobowość. Jednak sądzę, że to również jest wspaniałe, w takim przystojnym mężczyźnie jak ty. A zatem jeszcze raz, Sebastianie... nie, Sebciu. Przedstawiam się ponownie. Jestem lokajem rodziny Barnett, Grell Sutcliffe. Jako kolegę po fachu, nie zawiedź mnie. W końcu spotykam cię bez przebrania. Zaskoczyło mnie, gdy zobaczyłem demona pełniącego rolę lokaja.
- I kto to mówi? Żeby ktoś taki jak ty pełnił funkcję lokaja... Powinieneś być neutralną istotą, równoważącą świat boski z ludzkim... Ponurym Żniwiarzem. Dlaczego ktoś taki jak ty, pochodzący od Boga, został lokajem?
- Sam nie wiem... Można powiedzieć, że zakochałem się w kobiecie.
Nieruchomieję, bo doskonale wiem, o kogo chodzi.
- A tą kobietą jest?
- Przecież wiesz, czyż nie? - słyszę głos, który rozpoznałbym wszędzie.
Z mieszkania zamordowanej wychodzi ona. Madame Red. Odsuwam ręce Sebastiana.
- To przerosło wszelkie pojęcie - rzuca obojętnie. - I pomyśleć, że istnieje ktoś, kto przejrzy Grella na wylot...
Madame i Grell stoją obok siebie. Ramię w ramię. Oboje są ubrani od stóp do głów na czerwono. Z tym, że ciotka oczy ma nawet tego koloru. On już nie.
- Byłaś na wstępnej liście podejrzanych - mówię. - Mimo to, twoje alibi było idealne.
- Podejrzewałeś nawet mnie? Własną krewną? - z jej włosów kapie woda. Wciąż pada.
- Jeśli osoba miała predyspozycje, by być Kubą, więzy krwi nie miały znaczenia. Niemożliwym byłoby dla jednego człowieka być zamieszanym we wszystkie te incydenty. Jednak, gdyby wspólnik nie był człowiekiem, to zmieniłoby postać rzeczy. Gdyby w mgnieniu oka udało się opuścić pomieszczenie i przejść z posiadłości Wicehrabiego w okolice East End, wtedy Kubą Rozpruwaczem nie mógłby być nikt inny jak Madame Red i Grell Sutcclife. Ofiary łączyły również inne czynniki. Wszystkie przeszły operacje w londyńskim szpitalu, gdzie pracujesz. Spośród osób z naszej listy tylko Marry Kelly, która mieszkała w tym pokoju, nie została wtedy zamordowana. Wiedzieliśmy, że jeżeli pokręcimy się trochę po okolicy, to w końcu się pojawisz. Mimo że nie udało nam się jej ocalić...
- To bardzo przykre, mój kochany. Gdybyś tego nie zauważył, moglibyśmy znowu grać w szachy. Jednak tym razem nie zamierzam z niczego zrezygnować! - zaciska pięści i krzyczy.
Grell uruchamia swoją piłę i rusza prosto na mnie. Nie mogę się ruszyć. Jestem w szoku. Nie jestem w stanie myśleć, reagować. W ostatnim momencie Sebastian zatrzymuje maszynę między swoimi dłoniami. Odpycha Żniwiarza.
- Co to takiego? - wykrztuszam z siebie.
- Żniwiarze mają narzędzie, którym polują na ludzkie dusze. Oto kosa Żniwiarza.
- Nie nazywaj tego 'kosą'! - burzy się. - Tyle się męczyłem, żeby ją odpicować! Jest w stanie rozerwać każdą treść, jaka stoi mi na przeszkodzie. Jestem jedynym, który może jej używać. Wiesz, uwielbiam czerwień... Włosy, ubrania, nawet szminka. Czerwony to mój ulubiony kolor. Dlatego zafundowałem tym paskudnym ladacznicom przemianę z pomocą ich szkarłatnej krwi. Sebastianie, przerobię cię na jeszcze piękniejszego młodzieńca. Przetnę cię, rozbryzgując wszędzie ten szkarłatny kolor.
- Żniwiarze powinni polować na ludzi bliskich śmierci. Lokaje zaś powinni wykonywać rozkazy swoich panów - Sebastian zarzuca swoją czarną marynarkę na moje ramiona. Chyba zauważył, że się trzęsę. Zrozumiałem tę sugestię. Zrywam przepaskę z oka.
- Rozkazuję ci, pozbądź się ich!
- Tak, mój panie - ściąga rękawiczki, aby nasze znaki (mój na oku, jego na dłoni) połączyły się.
Sebastian biegnie w stronę Grella, który rzuca się na niego z kosą.
- Ach! Wybornie! Uciekaj! Szybko! Wspaniale, Sebciu?
Lokaj zwinnie unika ostrza, wygina się i odpiera każdy atak. W pewnej chwili traci równowagę i jego nogi gwałtownie pocierają o ziemię. Gre;l natychmiast rusza na niego, lecz on chwyta ostrze tuż przy swoim ramieniu. Żniwiarz przyciska go do ściany. Usiłuje go okaleczyć, kosa znajduje się milimetry od ramienia Sebastiana.
- Widzisz? Potnę cię, jeśli nie będziesz wystarczająco szybki... Ranienie cię kawałek po kawałku będzie najefektywniejsze, czyż nie? Piła muska ciało lokaja przeszywa go, lecz nie kaleczy.
- Ty i ja - kundel i ofiara - Madame przybliża się do mnie. - Jeśli chcesz mnie upolować, istnieje tylko jeden sposób!
Wyciąga z rękawa sztylet i biegnie prosto na mnie. Nie jestem w stanie się obronić. Ostrze pruje moje przedramię. Czuję ogromny ból. Opieram się o mur.
- Dlaczego ty, lekarz...
- Nawet jeśli ci wytłumaczę, taki szczeniak jak ty nigdy nie zrozumie!
Chwyta mnie za krtań i mocno ściska. Nie mogę złapać powietrza. Głowa boli mnie od nacisku. Z rany leje się krew. Ból.
- Nie powinieneś był przychodzić na świat! - krzyczy i unosi nóż w górę. Ale nie wbija go we mnie... waha się. W jej oczach dostrzegam przerażenie.
- Paniczu! - krzyczy Sebastian. W tym samym momencie zostaje ranny. Jego ramię krwawi zdecydowanie mocniej niż moje. W błyskawicznym tempie dobiega do Madame i chce ją zabić.
- Stój, Sebastianie! Nie zabijaj jej! - powstrzymuję go.
Kobieta robi krok w tył i opuszcza broń. Sebastian dyszy i łapie się za ranne miejsce.
- Sebastianie... - nie dokańczam.
Grell wyjmuję piłę z muru i podchodzi do swojej kochanki.
- Spójrz na siebie, Madame. Pospiesz się i pozbądź się smarkacza!
Ona tylko ukrywa twarz w dłoniach i zalewa się łzami. Pierwszy raz w życiu widzę ją w takim stanie, jest kompletnie rozbita i roztrzęsiona. Zupełnie nie panuje nad sobą. Głośno szlocha. Patrzy na mnie i nie wie, co zrobić.
- Nie mogę - trzęsie się - po prostu nie mogę. Nie potrafię zabić tego dziecka.
- Co ty wygadujesz? po tym wszystkim, jak musiałem pociąć te wszystkie kobiety? - wyrzuca jej Grell. - Jeśli nie pozbędziesz się go, staniesz się kolejnym celem.
- Madame... - szepczę.
Wstaje.
- Ale to dziecko jest moim...
Grell wciska piłę w jej klatkę piersiową. Nie wierzę w to, co widzę. Nie dociera do mnie nic. Ona nic już do mnie nie powie. Nie odwiedzi mnie. Nigdy więcej nie zagramy w szachy. Krew tryska na wszystkie strony. Nie wiem, co robić. Stoję i patrzę. Patrzę, jak zabija moją jedyną rodzinę.
- Zawiodłaś mnie, Madame Red - wrzeszczy. Wyjmuje broń z jej ciała i rzuca nią o ziemię. - Jeśli będziesz taka, jak inne kobiety, nie wzbudzisz we mnie zainteresowania!
Wtedy dzieje się coś niesamowitego. Z dziury po ostrzu wypływają taśmy filmowe. To całe życie Madame. Jej dusza zawarta w kilku kliszach.
- To jest... - domyśla się Sebastian.
- Odgrywam te wspomnienia, aby ocenić daną osobę, czy zasługuje na śmierć. Na tym polega praca Żniwiarzy. Jakiego rodzaju ludźmi są, jakie życie wiedli, czy mają żyć, a może umrzeć...
- Innymi słowy - retrospekcja ich życia?
- Tragiczny ból. To prawdziwa moc Żniwiarza. Filmowe nagranie.
Widzę każdy ważny moment z życia Madame. Ją i moją mamę, gdy poznawały mojego ojca. Zakochała się w nim. Kochała go od momentu, w którym zobaczyła go po raz pierwszy. Jednak to moja mama została jego żoną. Lecz ciotka nigdy nie przestała go kochać. Jakiś czas później poznała pewnego mężczyznę na bankiecie. Pobrali się. Była szczęśliwa. Naprawdę. Oczekiwali wspólnego dziecka. Ona była w ciąży... ale pewnego dnia zdarzyło się coś nieprzewidywalnego. Kiedy spacerowała razem z mężem po jednej z londyńskich ulic, wjechał w nich powóz. Ukochany chciał uchronić żonę i zginął na miejscu. Ona sama została poważnie ranna. Wskutek wypadku przeszła poważną operację. Straciła dziecko. Lekarze byli zmuszeni usunąć jej całą macicę. Bardzo ciężko to przeżyła. Kilka lat później nastąpił pożar mojego domu. Oboje straciliśmy osoby najbliższe naszym sercom.Wszystko stało się jasne. Zabijały młode kobiety, bo one mogły mieć coś, czego ona już nigdy nie była w stanie posiadać... dziecko. Dlatego tak bardzo nienawidziła innym kobiet. Po serii zabójstw poznała Grella, a później odnalazła mnie. Nie wiedziała, że przeżyłem. Kochała mnie, bo widziała we mnie twarze i charaktery moich rodziców. A teraz leży na zimnej, mokrej ziemi. Na jej policzkach jeszcze są łzy. Nie zdążyły wyschnąć. Jest cała we krwi.
- Ubóstwiam cię skąpaną we krwi innych, Madame Red! I pomyśleć, że byłaś taką śmieszną kobietą. Rozczarowałaś mnie... Nie masz prawa nosić czerwieni.
Podchodzi do jej ciała, ściąga z niej jej ulubiony płaszcz i zakłada na siebie.
- Koniec tego przedstawienia. Żegnam, Madame.
Podchodzę do cioci i zamykam jej oczy, które jeszcze kilka minut temu patrzyły na świat. Teraz są zupełnie puste. Widzę w nich swoje odbicie, brak duszy. Pustka. Łzy nadal nie wyschły, jakby nadal chciały wylewać się z jej nieżywych już oczu.
- Sebastianie, co ty robisz? - przerywam milczenie. - Mówiłem ci, abyś schwytał Kubę Rozpruwacza. To jeszcze nie koniec. Nie stój tak. Pozbądź się tego typa.
- Zrozumiałem - odpowiada, uśmiechając się lekko.
Greil odwraca się.
- Miałem zamiar cię oszczędzić, ale skoro taka twoja wola, zakończę twój żywot. Oboje spotkacie się w niebie!
Kolejny raz uruchamia kosę i rusza na Sebastiana.
- Niebie? Niebo nie ma nade mną władzy. W końcu piekielnie dobry ze mnie lokaj.
- Czy myślisz, że demon dałby radę komuś porównywanemu do Boga?
- Zastanawia mnie to. Lecz skoro panicz rozkazał mi wygrać, tak też uczynię.
- Dajesz z siebie wszystko dla tego kurdupla, co? Sparzysz się. Nawet jeśli jesteś demonem, gdy zostaniesz zabity przez Żniwiarza, będzie po tobie. Wiesz o tym? Nie boisz się?
- W tym momencie moje ciało i dusza należą do mojego pana. Tak długo jak trwa kontrakt, wykonywanie jego rozkazów jest moim obowiązkiem.
Przyglądam się im. Klęczę przy Madame Red i patrzę, jak przemierza drogę do Nieba.
Jest noc. Zimno. Jej już nie ma. A deszcz ciągle pada.
Stoimy na rogu dwóch wąskich uliczek. Już późny wieczór, jest naprawdę zimno. Zimne, ceglane ściany dotykają moich pleców.
- Zjawi się, jeśli będziemy tu krążyć? - zastanawiam się.
- Tak. Faktem jest, że wśród zabitych prostytutek istniały również inne prawdopodobieństwa oprócz usuniętych organów...
- Piękne, błyszczące, kruczoczarne włosy.
- Ale czemu musiała je zabijać?
- Wabić je w ten sposób to grzech.
- Na dodatek...
- Ta niepowtarzalna miękkość...
Sebastian trzyma na kolanach czarnego kota, który się wtula w jego ramiona. Głaszcze go i bawi się z nim. Nie mógł się oprzeć. Ma słabość do tych zwierząt.
- Słuchaj, co się do ciebie mówi! - złoszczę się.
- Przeprasza. Zostałem tak pochłonięty tym niespotykanym pięknem, że... mięciutkie - cieszy się jak dziecko.
Zaraz po jego słowach rozlega się krzyk. Ale to nie zwykły krzyk. Ten jest przepełniony bólem, okrucieństwem, wołaniem o ratunek. Kuba Rozpruwacz zaatakował.
- Jak to możliwe, że komuś udało się przedostać?! - dziwię się.
- Ruszajmy!
Biegniemy dosłownie przez jakieś 40 metrów. Docieramy do jedynych drzwi w zasięgu naszego wzroku. Otwieram je. Szok. Czuję, że serce wyskoczy mi ze zdenerwowania. Wszędzie pełno krwi. Na ścianach, drzwiach, na dywanie i na podłodze... ciało. Martwa, młoda, piękna kobieta. Sebastian staje za mną i zakrywa mi oczy swoimi dłoniami. Cofamy się na zewnątrz.
- Nie patrz... - mówi opanowany.
Dyszę. Nie mogę złapać powietrza. Jest mi zimno. Mam dreszcze. Słyszę, jak morderca wszedł w kałużę krwi, plusk.
- Porozrzucałeś to w raczej szczodry sposób... a może się mylę, Kubo Rozpruwaczu? Nie... Greilu Sutcliffe.
To nazwisko od razu rozbrzmiewa w mojej głowie. To ten sam Grell, który służy mojej ciotce. Teraz stoi przed drzwiami zamordowanej kobiety. Cały we krwi.
- N-nie, to nie tak - mówi drżącym głosem - Przybiegłem tu, jak tylko usłyszałem krzyk lecz było już...
Krew spływa z jego rękawa.
- Czy nadal myślisz, że możesz udawać niewinnego wyglądając w ten sposób, Grellu? - irytuje się Sebastian. - Pierwszy raz spotykam się z taką osobą w świecie ludzi. Pokazujesz się wszystkim jako niekompetentny lokaj. Udało ci się przechytrzyć wszystkich.
Krew spływa po policzku mordercy.
- Wspaniale... Doprawdy?
Twarz Grella gwałtownie zmienia wyraz. Jego zęby jakby zaostrzyły się i podwoiły. Teraz nieco przypominają szczękę rekina. Oczy stały się bardziej wyraziste, błyszczące - Zgadza się. Jestem aktorzyną. - Zdejmuje okulary, odwiązuje krawat i rozwiązuje kitkę. Jego włosy przybierają jaskrawoczerwony kolor. - Na dodatek wyjątkową. Ale sam nie jesteś zwykłym Sebastianem, czyż nie?
Wciąż mocno mnie trzyma, cały czas mam zakryte oczy.
- To imię podarował mi panicz, więc nim jestem. Przynajmniej na razie.
- Cóż. Widzę, że posiadasz bardzo uległą osobowość. Jednak sądzę, że to również jest wspaniałe, w takim przystojnym mężczyźnie jak ty. A zatem jeszcze raz, Sebastianie... nie, Sebciu. Przedstawiam się ponownie. Jestem lokajem rodziny Barnett, Grell Sutcliffe. Jako kolegę po fachu, nie zawiedź mnie. W końcu spotykam cię bez przebrania. Zaskoczyło mnie, gdy zobaczyłem demona pełniącego rolę lokaja.
- I kto to mówi? Żeby ktoś taki jak ty pełnił funkcję lokaja... Powinieneś być neutralną istotą, równoważącą świat boski z ludzkim... Ponurym Żniwiarzem. Dlaczego ktoś taki jak ty, pochodzący od Boga, został lokajem?
- Sam nie wiem... Można powiedzieć, że zakochałem się w kobiecie.
Nieruchomieję, bo doskonale wiem, o kogo chodzi.
- A tą kobietą jest?
- Przecież wiesz, czyż nie? - słyszę głos, który rozpoznałbym wszędzie.
Z mieszkania zamordowanej wychodzi ona. Madame Red. Odsuwam ręce Sebastiana.
- To przerosło wszelkie pojęcie - rzuca obojętnie. - I pomyśleć, że istnieje ktoś, kto przejrzy Grella na wylot...
Madame i Grell stoją obok siebie. Ramię w ramię. Oboje są ubrani od stóp do głów na czerwono. Z tym, że ciotka oczy ma nawet tego koloru. On już nie.
- Byłaś na wstępnej liście podejrzanych - mówię. - Mimo to, twoje alibi było idealne.
- Podejrzewałeś nawet mnie? Własną krewną? - z jej włosów kapie woda. Wciąż pada.
- Jeśli osoba miała predyspozycje, by być Kubą, więzy krwi nie miały znaczenia. Niemożliwym byłoby dla jednego człowieka być zamieszanym we wszystkie te incydenty. Jednak, gdyby wspólnik nie był człowiekiem, to zmieniłoby postać rzeczy. Gdyby w mgnieniu oka udało się opuścić pomieszczenie i przejść z posiadłości Wicehrabiego w okolice East End, wtedy Kubą Rozpruwaczem nie mógłby być nikt inny jak Madame Red i Grell Sutcclife. Ofiary łączyły również inne czynniki. Wszystkie przeszły operacje w londyńskim szpitalu, gdzie pracujesz. Spośród osób z naszej listy tylko Marry Kelly, która mieszkała w tym pokoju, nie została wtedy zamordowana. Wiedzieliśmy, że jeżeli pokręcimy się trochę po okolicy, to w końcu się pojawisz. Mimo że nie udało nam się jej ocalić...
- To bardzo przykre, mój kochany. Gdybyś tego nie zauważył, moglibyśmy znowu grać w szachy. Jednak tym razem nie zamierzam z niczego zrezygnować! - zaciska pięści i krzyczy.
Grell uruchamia swoją piłę i rusza prosto na mnie. Nie mogę się ruszyć. Jestem w szoku. Nie jestem w stanie myśleć, reagować. W ostatnim momencie Sebastian zatrzymuje maszynę między swoimi dłoniami. Odpycha Żniwiarza.
- Co to takiego? - wykrztuszam z siebie.
- Żniwiarze mają narzędzie, którym polują na ludzkie dusze. Oto kosa Żniwiarza.
- Nie nazywaj tego 'kosą'! - burzy się. - Tyle się męczyłem, żeby ją odpicować! Jest w stanie rozerwać każdą treść, jaka stoi mi na przeszkodzie. Jestem jedynym, który może jej używać. Wiesz, uwielbiam czerwień... Włosy, ubrania, nawet szminka. Czerwony to mój ulubiony kolor. Dlatego zafundowałem tym paskudnym ladacznicom przemianę z pomocą ich szkarłatnej krwi. Sebastianie, przerobię cię na jeszcze piękniejszego młodzieńca. Przetnę cię, rozbryzgując wszędzie ten szkarłatny kolor.
- Żniwiarze powinni polować na ludzi bliskich śmierci. Lokaje zaś powinni wykonywać rozkazy swoich panów - Sebastian zarzuca swoją czarną marynarkę na moje ramiona. Chyba zauważył, że się trzęsę. Zrozumiałem tę sugestię. Zrywam przepaskę z oka.
- Rozkazuję ci, pozbądź się ich!
- Tak, mój panie - ściąga rękawiczki, aby nasze znaki (mój na oku, jego na dłoni) połączyły się.
Sebastian biegnie w stronę Grella, który rzuca się na niego z kosą.
- Ach! Wybornie! Uciekaj! Szybko! Wspaniale, Sebciu?
Lokaj zwinnie unika ostrza, wygina się i odpiera każdy atak. W pewnej chwili traci równowagę i jego nogi gwałtownie pocierają o ziemię. Gre;l natychmiast rusza na niego, lecz on chwyta ostrze tuż przy swoim ramieniu. Żniwiarz przyciska go do ściany. Usiłuje go okaleczyć, kosa znajduje się milimetry od ramienia Sebastiana.
- Widzisz? Potnę cię, jeśli nie będziesz wystarczająco szybki... Ranienie cię kawałek po kawałku będzie najefektywniejsze, czyż nie? Piła muska ciało lokaja przeszywa go, lecz nie kaleczy.
- Ty i ja - kundel i ofiara - Madame przybliża się do mnie. - Jeśli chcesz mnie upolować, istnieje tylko jeden sposób!
Wyciąga z rękawa sztylet i biegnie prosto na mnie. Nie jestem w stanie się obronić. Ostrze pruje moje przedramię. Czuję ogromny ból. Opieram się o mur.
- Dlaczego ty, lekarz...
- Nawet jeśli ci wytłumaczę, taki szczeniak jak ty nigdy nie zrozumie!
Chwyta mnie za krtań i mocno ściska. Nie mogę złapać powietrza. Głowa boli mnie od nacisku. Z rany leje się krew. Ból.
- Nie powinieneś był przychodzić na świat! - krzyczy i unosi nóż w górę. Ale nie wbija go we mnie... waha się. W jej oczach dostrzegam przerażenie.
- Paniczu! - krzyczy Sebastian. W tym samym momencie zostaje ranny. Jego ramię krwawi zdecydowanie mocniej niż moje. W błyskawicznym tempie dobiega do Madame i chce ją zabić.
- Stój, Sebastianie! Nie zabijaj jej! - powstrzymuję go.
Kobieta robi krok w tył i opuszcza broń. Sebastian dyszy i łapie się za ranne miejsce.
- Sebastianie... - nie dokańczam.
Grell wyjmuję piłę z muru i podchodzi do swojej kochanki.
- Spójrz na siebie, Madame. Pospiesz się i pozbądź się smarkacza!
Ona tylko ukrywa twarz w dłoniach i zalewa się łzami. Pierwszy raz w życiu widzę ją w takim stanie, jest kompletnie rozbita i roztrzęsiona. Zupełnie nie panuje nad sobą. Głośno szlocha. Patrzy na mnie i nie wie, co zrobić.
- Nie mogę - trzęsie się - po prostu nie mogę. Nie potrafię zabić tego dziecka.
- Co ty wygadujesz? po tym wszystkim, jak musiałem pociąć te wszystkie kobiety? - wyrzuca jej Grell. - Jeśli nie pozbędziesz się go, staniesz się kolejnym celem.
- Madame... - szepczę.
Wstaje.
- Ale to dziecko jest moim...
Grell wciska piłę w jej klatkę piersiową. Nie wierzę w to, co widzę. Nie dociera do mnie nic. Ona nic już do mnie nie powie. Nie odwiedzi mnie. Nigdy więcej nie zagramy w szachy. Krew tryska na wszystkie strony. Nie wiem, co robić. Stoję i patrzę. Patrzę, jak zabija moją jedyną rodzinę.
- Zawiodłaś mnie, Madame Red - wrzeszczy. Wyjmuje broń z jej ciała i rzuca nią o ziemię. - Jeśli będziesz taka, jak inne kobiety, nie wzbudzisz we mnie zainteresowania!
Wtedy dzieje się coś niesamowitego. Z dziury po ostrzu wypływają taśmy filmowe. To całe życie Madame. Jej dusza zawarta w kilku kliszach.
- To jest... - domyśla się Sebastian.
- Odgrywam te wspomnienia, aby ocenić daną osobę, czy zasługuje na śmierć. Na tym polega praca Żniwiarzy. Jakiego rodzaju ludźmi są, jakie życie wiedli, czy mają żyć, a może umrzeć...
- Innymi słowy - retrospekcja ich życia?
- Tragiczny ból. To prawdziwa moc Żniwiarza. Filmowe nagranie.
Widzę każdy ważny moment z życia Madame. Ją i moją mamę, gdy poznawały mojego ojca. Zakochała się w nim. Kochała go od momentu, w którym zobaczyła go po raz pierwszy. Jednak to moja mama została jego żoną. Lecz ciotka nigdy nie przestała go kochać. Jakiś czas później poznała pewnego mężczyznę na bankiecie. Pobrali się. Była szczęśliwa. Naprawdę. Oczekiwali wspólnego dziecka. Ona była w ciąży... ale pewnego dnia zdarzyło się coś nieprzewidywalnego. Kiedy spacerowała razem z mężem po jednej z londyńskich ulic, wjechał w nich powóz. Ukochany chciał uchronić żonę i zginął na miejscu. Ona sama została poważnie ranna. Wskutek wypadku przeszła poważną operację. Straciła dziecko. Lekarze byli zmuszeni usunąć jej całą macicę. Bardzo ciężko to przeżyła. Kilka lat później nastąpił pożar mojego domu. Oboje straciliśmy osoby najbliższe naszym sercom.Wszystko stało się jasne. Zabijały młode kobiety, bo one mogły mieć coś, czego ona już nigdy nie była w stanie posiadać... dziecko. Dlatego tak bardzo nienawidziła innym kobiet. Po serii zabójstw poznała Grella, a później odnalazła mnie. Nie wiedziała, że przeżyłem. Kochała mnie, bo widziała we mnie twarze i charaktery moich rodziców. A teraz leży na zimnej, mokrej ziemi. Na jej policzkach jeszcze są łzy. Nie zdążyły wyschnąć. Jest cała we krwi.
- Ubóstwiam cię skąpaną we krwi innych, Madame Red! I pomyśleć, że byłaś taką śmieszną kobietą. Rozczarowałaś mnie... Nie masz prawa nosić czerwieni.
Podchodzi do jej ciała, ściąga z niej jej ulubiony płaszcz i zakłada na siebie.
- Koniec tego przedstawienia. Żegnam, Madame.
Podchodzę do cioci i zamykam jej oczy, które jeszcze kilka minut temu patrzyły na świat. Teraz są zupełnie puste. Widzę w nich swoje odbicie, brak duszy. Pustka. Łzy nadal nie wyschły, jakby nadal chciały wylewać się z jej nieżywych już oczu.
- Sebastianie, co ty robisz? - przerywam milczenie. - Mówiłem ci, abyś schwytał Kubę Rozpruwacza. To jeszcze nie koniec. Nie stój tak. Pozbądź się tego typa.
- Zrozumiałem - odpowiada, uśmiechając się lekko.
Greil odwraca się.
- Miałem zamiar cię oszczędzić, ale skoro taka twoja wola, zakończę twój żywot. Oboje spotkacie się w niebie!
Kolejny raz uruchamia kosę i rusza na Sebastiana.
- Niebie? Niebo nie ma nade mną władzy. W końcu piekielnie dobry ze mnie lokaj.
- Czy myślisz, że demon dałby radę komuś porównywanemu do Boga?
- Zastanawia mnie to. Lecz skoro panicz rozkazał mi wygrać, tak też uczynię.
- Dajesz z siebie wszystko dla tego kurdupla, co? Sparzysz się. Nawet jeśli jesteś demonem, gdy zostaniesz zabity przez Żniwiarza, będzie po tobie. Wiesz o tym? Nie boisz się?
- W tym momencie moje ciało i dusza należą do mojego pana. Tak długo jak trwa kontrakt, wykonywanie jego rozkazów jest moim obowiązkiem.
Przyglądam się im. Klęczę przy Madame Red i patrzę, jak przemierza drogę do Nieba.
Jest noc. Zimno. Jej już nie ma. A deszcz ciągle pada.
'Była to jedna z tych nocy, w których nie ma nadziei na świt'

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz